wtorek, 7 stycznia 2014

Złote ciało zimą?

Cześć! 
Kilka postów temu pisałam o moim eksperymencie z marchewkami. Niestety z czasem ciągłe picie tego soku zaczęło być uciążliwe i nie przynosiło zadowalających efektów. 

Skóra już dawno straciła swój wakacyjny blask. Jako że nie jestem zwolenniczką solarium, stwierdziłam, że dam szansę balsamom brązującym. 

W swoim życiu miałam już styczność z wieloma takimi kosmetykami (ziaja, dove, perfecta, eveline), i pomimo że każdy z nich nadaje ładny odcień skórze, za każdym razem mam wielki problem z dotarciem do denka. Dlaczego? Po nałożeniu na ciało, wszystkie mają specyficzny zapach. Mój partner uważa, że nie jest on zły i na pewno znajdzie się jeszcze wiele osób którym nie przeszkadza. Jednak dla mnie jest on nie do zniesienia! Producenci kosmetyków na różne sposoby próbują go zamaskować, jednak po kilku godzinach zapach mocno przebija. Z siostrą śmiejemy się że pachniemy "utlenionym samoopalaczem". Wszystko za sprawą najważniejszego składnika: dihydroksyacetonu (DHA), jest to związek chemiczny, który wchodzi w reakcję z aminokwasami naskórka powodując zabarwienie. 

Zachęcona dobrymi opiniami o balsamie brązująco - ujędrniającym Lirene, postanowiłam go sprawdzić. Pierwszy raz w życiu z przyjemnością zużyłam całe 250ml buteleczki balsamu brązującego! A kolejna już zakupiona! 




Lirene Dermoprogram, Body Arabica, Balsam brązująco - ujędrniający (link) jest naprawdę dobry. Ma bardzo przyjemny zapach kawy. I TYLKO KAWY. Szybko - już po trzech dniach - zauważamy wyraźną zmianę w zabarwieniu skóry na odcień złoty, delikatny - nie jest sztuczny. Ja używam wersji Cafe MOCHA - dla ciemnej karnacji.



Jak widać na zdjęciu balsam nie wchłania się szybko i jest trudny w rozsmarowaniu, jednak dla mnie to plus, ponieważ przy okazji nakładania, można zafundować swojemu ciału przyjemny masaż.



Skład przedstawia się następująco:
 Aqua, Paraffinum Liquidum, Ceteareth 20, Glycerin, Dihydroxyacetone, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Panthenol, Citric Acid, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Glycin Soya (Soybean) Oil, Ilex Paraguariensis Leaf Extract, Butylene Glycol, Coffea Arabica Seed Extract, PEG-60 Almond Glycerides, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Beta-Carotene, Daucus Carota Saliva (Carrot) Extract, Tocopherol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Parfum.



Nie zauważyłam żadnych szczególnych działań ujędrniających. Konsystencja kosmetyku jest dość ciężka, ale po dobrym wmasowaniu skóra się nie lepi i jest przyjemnie miękka. Balsam jest naprawdę wydajny, tani i powszechnie dostępny. ( 12zł - 250 ml, a w rossmanie są często promocje i można go zdobyć nawet za 9 zł) 

Chodzę sobie zimą jakbym wróciła z nad morza!

Pozdrawiam!
Zosia














środa, 11 grudnia 2013

Zakupy kosmetyczne



Hej!
Dawno mnie nie było, ponieważ miałam jakieś problemy z przeglądarką. Wracam do was z krótkim postem "zapowiadającym" kolejne :)
Wróciłam właśnie z zakupów. Zobaczcie jakie zabiegi i kosmetyki wkrótce opiszę na blogu:


Witaminowa maska algowa (Bielenda)


Żel do ultradźwięków - nawilżający (Bielenda). Do zabiegu sonoforezy kawitacyjnej.

Dodatkowo kupiłam trzy kolory henny (grafit, brąz i czerń). Osobiście nie wykonuje sobie henny, własne rzęsy i brwi mam bardzo ciemne, więc nie jest to konieczne. Natomiast robię ją moim klientkom/koleżankom. Nareszcie mam wszystkie kolory, mogę je mieszać ze sobą, w zależności od efektu jaki chcę uzyskać. Rzadko nakładam czarną hennę. A sam brąz moim zdaniem wychodzi troszkę rudo. Najczęściej mieszam brąz z czarnym. Hennę wykonuję pędzelkiem z Inglotu 30T LINK. Podczas wakacyjnych praktyk nauczyłam się też wykonywać hennę zwykłym patyczkiem do szaszłyków, przepołowionym i lekko zaostrzonym. Ten sposób daje możliwość większej precyzji.

Jako studentka kosmetologii mogę robić zakupy w hurtowni z profesjonalnymi kosmetykami, dlatego tych kosmetyków nie znajdziecie w drogerii.


A to już zakup drogeryjny. Wraz z współlokatorką testuje Balsam pod prysznic NIVEA. Wkrótce nasza recenzja! :)

Zapraszam również na mojego Tumblra: http://sofia-ka.tumblr.com/
Pozdrawiam,
Zosia

wtorek, 12 listopada 2013

magic stars

Kto pamięta jeszcze Magic stars Milky Way'a?  Znów pojawiły się na półkach sklepów.


Jak byłam mała to je uwielbiałam. Oczywiście kierowana wspomnieniami z dzieciństwa, kupiłam sobie paczkę. Niestety smak trochę mnie rozczarował... cóż... przynajmniej ładnie komponują się z moją owsianką :)

 Pozdrawiam słodko! 
Zosia 



wtorek, 5 listopada 2013

Pielęgnacja twarzy


Cześć !
Dziś przedstawię wam moje kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Zacznę może od tego, że moja cera jest typową cerą mieszaną – nieznacznie tłusta w części środkowej, nieco bardziej sucha w częściach bocznych. Równocześnie jest cerą problematyczną – skłonną do wyprysków, zaskórników. Taka skóra jest dość trudna w pielęgnacji – należy dostatecznie nawilżyć partię suchą, nie zapychając przy tym strefy T – tłustej. Często też muszę walczyć z różnymi „niespodziankami”. Wpływ na stan mojej skóry mają nie tylko kosmetyki, ale też styl życia. Moja cera nienawidzi słodyczy, alkoholu, papierosów, nieprzespanej nocy (och! Szczególnie) i (niestety) wody w dużych miastach – tzw. twardej.




Jak widzicie na zdjęciu, jest tego dużo. Dlatego nie będę opisywać wszystkich kosmetyków dokładnie. Dla niektórych z nich mam zaplanowane już oddzielne posty.




Wyżej pisałam, że moja twarz nie znosi wody twardej. Niestety studiując daleko od mojego rodzinnego domu w górach, w którym jest krystalicznie czysta woda w kranie, jestem zmuszona radzić sobie z tym problemem – woda w dużych miastach jest beznadziejna. Do mycia twarzy używam więc wody mineralnej, oraz zwykłych gąbeczek. Są one dostępne w drogeriach Rossmann. Tanie – ok.3zł/sztuka. Można je prać. Są delikatne.




Żele do twarzy. Rano zazwyczaj używam tego z Oriflame z serii pure nature z aloesem i arniką link. Delikatnie oczyszcza twarz - od żelu nic więcej nie wymagam. Nie podrażnia. Jednak nie jestem do końca zadowolona ze składu, dlatego powoli go kończę i raczej do niego nie wrócę. Żel do twarzy Athena's Treasures, przywiózł mi brat z Grecji, przeznaczony dla wszystkich typów cery, w składzie ekstrakt z liści oliwek, witamina A i E, pantenol, tea tree oil. Kosmetyk bardzo dobrze oczyszcza twarz. Nivea Aqua Effect link, używam wieczorem. Jest delikatny. Dobrze zmywa makijaż, choć trochę podrażnia mi oczy. Ja jestem fanką demakijażu, nawet okolic oczu, przy użyciu wody i żelu. Ten produkt wpadł mi w ręce, ponieważ nie mogłam znaleźć mojego ulubionego - Lirene Dermoprogram kremowy żel link. O którym na pewno kiedyś napiszę, ponieważ jest wspaniały.




Po oczyszczeniu twarzy żelem i wodą zawsze używam tonika. Tonik ma za zadanie przywrócenie prawidłowego pH skóry –które wynosi 3.5 – 5.5, czyli lekko kwaśne. Mój ulubiony tego typu kosmetyk – AA Help z serii przeznaczonej dla cery atopowej link, ja takiej skóry nie mam, jednak ten tonik jest idealny praktycznie dla każdego typu cery. Dobrze spełnia swoje zadanie – tonizuje. Oprócz tego jest delikatny, nie przesusza, ma świetny skład i łagodzi skórę z problemami. Na zmianę z tonikiem stosuję wodę termalną URIAGE link, izotoniczna, bogata w oligoelementy i sole mineralne. Super sprawdza się na mojej skórze, szczególnie w te gorsze dni. Koi i łagodzi. Płyn micelarny ZIAJA link używam zamiennie z żelem w pielęgnacji porannej. Dobrze zmywa resztki kosmetyków nałożonych na noc. Nie podrażnia, jest delikatny dla mojej skóry. Ma właściwości tonizujące. Lekko się pieni - dla mnie minus. Nie kupiłam go z myślą o demakijażu, ale z ciekawości raz spróbowałam, niestety nie radzi sobie z tym za dobrze.




Moim ulubionym kremem jest ten z ZIAJI ULGA dla skóry wrażliwej link Czasem od niego odchodzę, ale jak na razie regularnie do niego wracam. Odpowiednio nawilża, łagodzi podrażnienia, nie zapycha porów. Moja cera go uwielbia! Dodatkowo jest tani. Na plus zawartość filtrów UV. Na noc używam tego z AA, również dla skóry wrażliwej – i on jest po prostu dobry. No i oczywiście mój ulubieniec, który zawsze jest obecny w mojej kosmetyczce, krem ochronny Bambino link , częściej stosuję go oczywiście na ciało. Jednak są wypadki w których jest niezastąpiony na twarz – po głęboko złuszczających zabiegach, dobry na oparzenia słoneczne, przesuszenie. Dobry zimą. Dobry, dobry, dobry. Będzie o nim oddzielny post J.
W okresie letnim  czasami używałam tego kremu BB Garniera link, wersji dla skóry wrażliwej, obecnie mam tą dla cery normalnej. Kosmetyk dobry. Nie wysusza mi skóry. Jest wygodny – daje szybki, delikatny efekt. Lekki – dobry na lato. Nie mogę go używać z zwykłym kremem, ponieważ się brzydko „roluje”, wiem, że kosmetyki BB mają zastąpić i krem i podkład i w ogóle wszystko, jednak ja wolę „normalny” krem i ewentualnie podkład.
Pielęgnacja oczu jest bardzo ważna. Po 20 roku życia, powinno się regularnie stosować kremy w tej okolicy. Na początek dobre są na przykład żele ze świetlikiem. Flos lek posiada sporą ofertę takich żeli. Ja używam ten  link z babką lancetowatą. I jestem z niego zadowolona.




Te dwa produkty z Oriflame olejek oczyszczający link i preparat przeciw wypryskom link są niezastąpione jeśli chodzi o łagodzenie, wysuszenie, zmniejszenie stanów zapalnych skóry. Działają przeciwbakteryjnie. Zużyłam już dużo buteleczek tych preparatów. Zawsze są niezawodne.
Na zdjęciu widać jeszcze dwufazowy preparat do demakijażu oczu, którego nie muszę chyba opisywać, ponieważ jest powszechnie znany i lubiany. link





Tu na zdjęciu dwa produkty które kupiłam już dawno i w ogóle się u mnie nie sprawdziły. Pierwszy to product Nivea Visage, Pure Effect, All-in-1 żel - peeling – maska link , nie pasuje mi do codziennej pielęgnacji twarzy, wysusza ją, jako peeling mechaniczny też nie za dobry. Jednak stosuję go do mycia ciała pleców, ramion.
Drugi produkt Clean & Clear, Tonik oczyszczający przeciw wągrom link W Y SU S Z A, skład jest straszny, duża zawartość alkoholu. Nie polecam nikomu. Natomiast jako że ma właściwości mocno oczyszczające, bakteriobójcze, stosuję go do czyszczenia frezarki, przemywania lusterek i tego typu rzeczy.

I tak wygląda moja codzienna pielęgnacja.
Znacie te produkty? Jakie są wasze opinie na ich temat?
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam,
Zosia J



wtorek, 29 października 2013

PEDICURE


Lato już dawno za nami i pomimo tego, że chowamy stopy w skarpetkach, nie powinniśmy zapominać o ich pielęgnacji. Codzienna pielęgnacja powinna opierać się o dobry krem do stóp (moich faworytów przedstawię w dalszej części). Kilka razy w tygodniu polecam kąpiel stóp z mocnym peelingiem. I w zależności od potrzeb – raz na miesiąc / dwa miesiące – pedicure kosmetyczny.
W poście przedstawię Wam krok po kroku jak wykonać domowy pedicure.




                Do pedicure potrzebne są:
- pilniczek, polerko
- nożyczki do paznokci lub cążki do ich obcinania ( jak kto woli )
- patyczki do odsuwania skórek
- tarka do stóp
- cążki do skórek
- miska z ciepłą wodą



Zabieg zaczynamy od relaksującej kąpieli stóp. Ma ona na celu zmiękczenie skórek wokół paznokci, oraz naskórka stóp. Do wody można dodać zwykły płyn do kąpieli lub mydło, jednak ja polecam specjalną sól: 



Ziołowa sól do kąpieli: odświeża, świetnie zmiękcza zrogowacenia, wspomaga profilaktykę przeciwgrzybiczną. Osobiście uwielbiam jej zapach! LINK 



Następnie obcinamy paznokcie – ważne by obcinać je na prosto. Zapobiega to wrastaniu paznokcia. Jeśli mamy tendencję do wrastających paznokci najlepiej udać się do specjalisty – podologa lub kosmetologa.




Kolejno opiłowujemy paznokcie, starając się ładnie wyrównać brzegi. Używam do tego pilniczków papierowych, są dobre i tanie – staram się aby każda z moich klientek/koleżanek, której wykonuje pedicure miała osobny pilnik! Polecam też pilniki szklane. Odradzam natomiast używania pilników metalowych, które mogą uszkadzać płytkę paznokcia.





Drewnianym patyczkiem odsuwamy skórki - jest delikatniejszy od metalowych kopytek, którymi łatwo uszkodzić płytkę paznokcia. W razie potrzeby … i ochoty, czy też przyzwyczajenia wycinamy skórki  cążkami – pamiętajcie by robić to delikatnie i z wyczuciem. Jeśli jednak nie masz problemu z narastającymi skórkami – nie wycinaj ich, ponieważ to tylko potęguje ich wzrost. (Modelka za zdjęć ma super skórki i nie było potrzeby ich dodatkowo wycinać J)



Polerujemy paznokieć. Wygładza to płytkę paznokcia, pozwala pozbyć się płytkich przebarwień (tych powstałych po użyciu ciemnego lakieru bez bazy). Zwiększa też przyczepność lakieru nakładanego.



Wał boczny paznokcia – to zgrubienie naskórka  przy paznokciu, oraz skórki obrabiam frezarką. Lecz z powodzeniem można to zrobić pilniczkiem papierowym, używając go jako tarki – złuszczając boczki.






Sprawa bardzo ważna – czyli usuwanie zrogowaciałego naskórka  z podeszwy stóp. W tej części używamy tarki, lub pumeksu – ja używam frezarki, która jest pod tym względem niesamowicie wygodna. Pamiętajcie, że trzeba się trochę napracować, żeby uzyskać gładkie stopy! (na zdjęciach mam maskę na nos i usta, ponieważ z frezarki strasznie się „kurzy”)




Swoją frezarkę kupiłam na allegro. W zestawie było wiele różnych wymiennych frez (widoczne są one na zdjęciu). Nie jest ona szczególnie silna, ale dla mnie wystarczająca. Jestem z niej bardzo zadowolona, w dużej mierze upraszcza mi pracę ze stopami. Przydatna jest też w obróbce paznokci w dłoniach.





Na koniec dodatkowo wykonuję peeling, połączony z masażem. Aktualnie używam tego z Avonu -  LINK, zakupiłam go w zestawie z kremem i dezodorantem do stóp  - ale używam ich rzadko głównie latem. Peeling na koniec tego zabiegu nie musi być już szczególnie mocny. Ten z Avonu jak dla mnie jest wystarczający, ma przyjemny zapach. Nie zapominajmy o delikatnym masażu paznokci – taki peeling wygładzi skórki i powierzchnię płytki.




Wykończając pedicure nakładamy krem. Ja polecam wszystkim kremy z mocznikiem. Są najlepsze do stóp. Zmiękczają i nawilżają skórę, oprócz tego mocznik ma właściwości przeciwbakteryjne. Czytajcie skład kosmetyku – wysoko powinien być UREA (łac. mocznik). Na zdjęciu widać trzy różne kremy – pierwszy ten z Oriflame czerwony „winter foot care” (LINK) tylko lekko nawilża, za to kocham go, bo ma wspaniały, ostry zapach cynamonu. Krem jest typowo na zimę – rozgrzewający. Dla osób wymagających od kremu porządnego działania – polecam ten drugi z Oriflame „Cracked Heel Repair” (LINK) zawiera mocznik, witaminę B, masło kakaowe – świetna mieszanka składników aktywnych, szczególnie ten 10% mocznik. Używa go moja modelka ze zdjęć i jest strasznie zadowolona! A ten mały błękitny kremik, przywiozłam z Luxemburgu, w jego składzie również wysoko jest mocznik i jestem z niego bardzo zadowolona.




Jeśli chcecie dodatkowo pomalować paznokieć, róbcie to po peelingu. Nakładajcie lakier na odtłuszczoną płytkę paznokcia (odtłuścić można np. zmywaczem do paznokci) lakier będzie się lepiej trzymał. Nie zapomnijcie o topie- jestem w trakcie testów tego Eveline. W okresie zimowym namawiam jednak, by dać odpocząć paznokciom od ciągłego malowania – dobrze zrobi multiodżywcza oliwka z Eveline, o której już wcześniej pisałam. (LINK)




Pamiętaj:
·         Utrzymuj swoje narzędzi do pedicure czyste – staraj się dezynfekować je po każdym użyciu.
·         Cążki które się stępiły wyrzuć, nie próbuj nimi "wyrywać" skórek, może to spowodować więcej szkód, niż pożytku.
·         Nie lekceważ dziwnych zmian w obrębie paznokcia i stóp! W razie wątpliwości konsultuj się z lekarzem lub swoją kosmetyczką.
·         Wiem że idealna gładkość stóp uzależnia – jednak nie przesadzajmy ze ścieraniem, naskórek w tym miejscu jest naturalnie gruby i musi być bardziej odporny na mechaniczne uszkodzenia.
·         Wpływ na stopy mają również buty – źle dobrane, uciskające i te na obcasach wpływają na nadmierne rogowacenia naskórka.

Mam nadzieję, że opis jest wystarczający. Zapraszam do zadawania pytań, jeśli jakieś wam się nasuną.
Pozdrawiam! (szczególnie moja wspaniałą modelkę!)
Zosia




środa, 23 października 2013

Sok marchwiowy

Uwielbiam lekko opaloną skórę. Jednak jako przyszły kosmetolog wiem, jak zły wpływ mają na skórę promienie słoneczne. Co zatem zrobić, kiedy samoopalacze nas nie zadowalają, a za oknem jesień, deszcz i zimno? SOK MARCHWIOWY?



Sok marchwiowy „podobno” ma poprawić koloryt skóry, „podobno” ma nadać jej ładny pomarańczowo-brzoskwiniowy odcień. Dodać blasku i witalności. „Podobno”, ponieważ każdy organizm inaczej reaguje na zawarty w soku beta-karoten. Zbiera się on głównie w wewnętrznej stronie dłoni i stóp. Skóra często też odbarwia się na żółtą.





Namówiona przez koleżanki, spróbowałam tej dziwnej metody uzyskania ciemniejszego koloru skóry. Sok marchwiowy piję już od dwóch tygodni, około dwóch szklanek dziennie. Bardzo lubię marchewki, chyba w każdej postaci, więc nie mam problemu z piciem tego soku w dużych ilościach. Soki kupuję różne: jednodniowe, te z Tesco J, czasami Kubusie. Na razie nie zobaczyłam żadnych wyraźnych zmian w kolorycie skóry, lecz wpłynął on pozytywnie na proces trawienia i metabolizm. No właśnie, sok marchwiowy ma też wiele innych zalet, jest prawdziwym napojem bogów J zawiera dużo witamin: A, B, C, E, D, PP, K, jak również szeroką gamę minerałów: magnez, wapń, jod, żelazo, potas, kobalt, sód i związki flawonowe. Wzmacnia układ nerwowy i odpornościowy.  Sok z marchwi wpływa na proces trawienia, poprawia pracę wątroby, woreczka żółciowego i nerek. Uspokaja układ nerwowy, normalizuje poziom cholesterolu i oczyszcza organizm. Ma też podobno wpływ na syntezę żeńskich hormonów płciowych, co pozwala dłużej pozostać młodą i piękną J
Mam nadzieję, że za parę miesięcy napiszę pozytywnego posta o mojej marchewkowej przygodzie!
Macie jakieś doświadczenia z tego rodzaju dietą? A może jakieś inne naturalne sposoby na piękny odcień skory?
Pozdrawiam!

Zosia 

wtorek, 15 października 2013

Gumowe Bańki Akupunkturowe


Na ostatnich zajęciach z kosmetologii upiększającej poruszyliśmy temat walki z otyłością. Z pośród wielu omawianych zabiegów najbardziej przypadł mi do gustu masaż przy użyciu chińskich baniek do akupunktury. Głównie dlatego, że taki zabieg łatwo wykonać w warunkach domowych, oprócz baniek i oliwki, nie są nam potrzebne żadne specjalistyczne sprzęty.

Moje bańki kupiłam w aptece (ale łatwo kupić je też przez internet), cena nie jest wysoka około 30zł. W zestawie są cztery niebieskie bańki w różnym rozmiarze. Do opakowania dołączona jest ulotka z przeznaczeniem i instrukcją „obsługi”, jednak nie ma w niej wzmianki o działaniu antycellulitowym.

Bańka chińska działa na zasadzie zasysania skóry, dzięki temu dość mocno masowana jest tkanka podskórna. Przyspiesz również krążenie krwi. Masaż ma wspaniały wpływ na poprawę wyglądu skóry. Prowadzi do detoxykacji, drenażu limfatycznego, a co za tym idzie – redukcji cellulitu. Wygładza i uelastycznia skórę. Kształtuje i ujędrnia. A przy okazji działa peelingująco.

Masaż takimi bańkami nie jest trudny, lecz przy złej technice - zbyt mocnym zasysaniu skóry, bez cieczy poślizgowej, można zrobić sobie krzywdę. Każda skóra może reagować inaczej, dlatego najlepiej zaczynać od delikatnych masaży, nie zasysać skóry mocno – kontrolować miejsce poddane zabiegowi. Naturalne jest lekkie zaczerwienienie skóry, uczucie rozgrzania i zmęczenia mięśni. Niedopuszczalny jest intensywny ból i siniaki czy „malinki”.
Masaż ten ma dużo przeciwwskazań:
·         zaburzenie krzepliwości krwi,
·         nadciśnienie i dolegliwości sercowe,
·         stany zapalne skóry,
·         żylaki, obrzęki,
·         gruźlica,
·         nowotwory,
·         ciąża
·         delikatna skóra, płytko unaczyniona
·         zapalenie stawów
·         gorączka
·         pękające naczynka


Masaż najlepiej wykonywać w seriach (10-12 zabiegów) w odstępach nie większych niż trzy dni. Ruchy bańkami wykonujemy od dołu, w kierunku węzłów chłonnych (na youtube można znaleźć wiele filmików z dokładnym przebiegiem ruchów). Zabieg zaczynamy od oczyszczenia i rozgrzania skóry oliwką (używam zwykłej oliwki dla dzieci), następnie wykonujemy masaż bańkami, w zależności na jak duży obszar działamy, trwa on od 15-40 minut. Na koniec, można zmyć nadmiar oliwki i wklepać balsam antycellulitowy. 

Myślę, że umiejętnie wykonany masaż, połączony z systematycznością, może zaowocować pięknymi efektami! Z mojej strony przypomnę jeszcze, że na wygraną walkę z cellulitem bardzo duży wpływ ma dieta i aktywny tryb życia. Łącząc te wszystkie metody, śmiało można zaśpiewać „Good-bye cellulite”.

Pozdrawiam,
Zosia.